W dobrą stronę

6 listopada 2018   19:48

(…) zawiesiłem publikacje „markowych” rozważań.

Zapraszam w dobrą stronę

Mirakel

Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!  /1 Kor 9,16/

Mirakel to już nie tylko idea, to otwarcie na Prawdę. PRAWDA ma imię i brzmi ono – JEZUS CHRYSTUS, a jeśli już wiesz, to co z tym robisz?

Mirakel, to dziękczynienie za każdy zwykły dzień.
Mirakel to cud zachwytu nad Stwórcą i nad… tobą.
Mirakel, to spojrzenie na objawiającego się Boga.

Mirakel to refleksja nad treścią Objawienia, które fascynuje, budzi ciekawość, intryguje, nie tylko skłania do refleksji, ale wręcz zmusza do myślenia.

Mirakel – tak mówią Norwegowie, Szwedzi, Duńczycy i Niemcy.

Co znajdziesz na Mirakel?

Zaproszenie do wspólnej modlitwy: 

Panie! Pomóż nam tak kochać, aby każde spotkanie, każda myśl stała się czasem nawrócenia i triumfu dobra nad złem…, miłości nad nienawiścią, życia nad śmiercią, wierności nad zdradą. Duchu Święty daj nam mądrość i przenikliwość serc i naucz tak kochać Chrystusa, abyśmy nigdy i za żadne skarby nie pomylili Go z kimś innym.


Czego nie ma na Mirakel?

marek+

List (nie) pożegnalny


Varia

 4 maja 2016 14:29


Z Ewangelii św. Jana

Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy».  /J 10,27-30/

W brutalny sposób ludzie przetestowali Jezusa na okoliczność tych słów: czy rzeczywiście mówił prawdę. Nie dość, że wyrwali Jezusa z ręki Jego Ojca, to jeszcze przygwoździli Go do Krzyża. Mało tego, szydzili z Niego i nie wiem co było gorsze, doświadczać cierpienia fizycznego, czy duchowego. Czy Jezus tego nie słyszał, kiedy drwili z Niego: (…) innych wybawiał, niech teraz samego siebie wybawi. Kto jest mocniejszy? Czy Ten, o którym mówił, że nikt nie wyrwie Go z rąk Jego Ojca, czy my? Przekonujemy się, że to nasze jest na wierzchu, że to my kontrolujemy sytuację, że w końcu to my mamy władzę nad Tym, który ubzdurał sobie, że jest Bogiem i myślał, że może sobie tak bezkarnie odpuszczać grzechy, wskrzeszać, uzdrawiać, mówić na czym tak naprawdę ma polegać szabat. I jeszcze miał czelność zapowiadać nadejście Królestwa Bożego!  Oto wraz z Jego odejściem kończy się to wszystko, pogrzebiemy Go i wspomnienia o Nim. Zatoczymy olbrzymi kamień i dumni, spokojni i bezpieczni, odejdziemy w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Już go nie ma, więc już nam nie zagraża….

Co jakiś czas słyszałem taki głos, który sączył się jak jad z mojego umysłu:  No! Popatrz jak wyglądasz i jak wygląda twoje życie – jedna wielka ruina. Zrozum, że życie jest bezlitosne i nie stać cię już na kolejną pomyłkę, bo…, nie starczy ci już lat. Kto wie, może to właśnie  była moja największa pokusa. Realna pokusa i realne zagrożenie, bym dał wiarę temu głosowi, jak by się mogło wydawać, uzasadnionemu, przekonującemu, nawet wiarygodniejszemu i bardziej racjonalnemu niż to zapewnienie Pana Jezusa:

         27 Moje owce słuchają mego głosu…

          Ale to o ten głos Pana Jezusa teraz zawalczę. O to, aby inne głosy, inne tony, nie wkradały się do mojego serca jak fałszywa nuta…, jak hucząca złowrogo, przełamująca się fala, która powraca…, aby mnie zatopić:

          … siedzę tutaj i piszę… – nie wiadomo po co, albo wiadomo! – bo jestem daleki od wiary w obecność Chrystusa tutaj, teraz…, bo daleki od wiary byłem w dzisiejszej porannej modlitwie, która ciągle jeszcze trwa…, bo dwie godziny temu też byłem daleki od wiary w Jego obecność w Eucharystii u Jacka…, ale co stoi na przeszkodzie abym prosił Jezusa, by ta fala mnie nie zatopiła…? Każdy rybak wie, że z falą jest tak, że co prawda się burzy, straszy, ale wystarczy jednak, że zanurzymy się w nią głęboko i  nic nam nie zrobi.

Siedzę tutaj i piszę…, by potem w mojej codzienności wchodzić coraz głębiej w tą zażyłą więź z Panem Jezusem i w tą bliskość z Nim, która nie pozwoli nikomu i niczemu mnie od Niego odłączyć. Robię to z miłości Krzyża, a nie ze strachu przed Nim! Wtedy żadna fala i nawet największe kataklizmy nie będą zagrożeniem.  Wprawdzie będę się ich bał – Pan Jezus też pocił się krwią ze strachu w Ogrójcu, jednak pamięć przychodzi mi z pomocą w Duchu Świętym: kiedy w końcu ci, którzy przybili Pana Jezusa do Krzyża byli przekonani, że to Jego koniec…. szybko okazało się, że to był dopiero początek.

Panie, niech ten mój „koniec na Drodze” stanie się otwarciem nowego etapu drogi do domu Ojca, dla mnie i moich braci:

„nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy»”. /J 10,29-30/

Przyjdź Duchu Święty i spraw, niech to moje siedzenie i pisanie, stanie się moją najszczerszą modlitwą i wyrazem bycia z Tobą…, niech staje się prawdziwym zanurzeniem w Twoje pełne miłości słowa, które do mnie, do wszystkich i do każdego z osobna, dzisiaj i każdego dnia mówisz:   

Nigdy nie jesteś sam. Kocham Cię i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.


Życzę Ci Błogosławionych ludzi na Twojej Drodze

marek