Pomyłka…głupota, czy już zdrada? – 750



10 marca 2015 21:37
Zapytałem wczoraj przyjaciela: czy pamiętasz co robiłeś 10-go marca przed rokiem, nie mógł tego pamiętać, a datę swojego pierwszego grzechu? Odpowiedział: Tak, to data moich urodzin. Ciekawe, czy jak to ZOBACZY, to sobie przypomni swoją odpowiedź w czasie wczorajszej deszczowej podróży z Warszawy do Rzeszowa, w trzy miesiące po tym jak w rzeszowskiej klinice jego serce stanęło na kilka godzin. To dobre przypomnienie Piotrze prawda, rok temu tego nie chciałeś czytać, a i dzisiaj pewnie wionie chaosem i patosem:  co nie jest czyste jest nieczyste!

13 lutego 2016 17:02

EWANGELIA
Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników

Mt 18, 21-35
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Obowiązek przebaczenia
Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”  Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Nielitościwy dłużnik
Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami.  Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów.  Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać.  Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: „Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam”.  Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował.  Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!”  Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: „Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie”.  On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś.  Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?”  I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda.  Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

Oto słowo Pańskie.


Do  popełnienia tej zadumy skłonił mnie brat – były neon z mojej byłej wspólnoty, a obecny mój nie-przyjaciel. To jego wybór, choć mówi o sobie: „jestem recydywistą przebaczania” Ale kiedy odrzucić deklaracje sprawa się komplikuje. Kiedyś zadzwonił do mojego starego przyjaciela i ni z gruszki, ni z pietruszki powiedział, że mu przebacza. Gdy rzeczony ksiądz mi o tym opowiadał, jeszcze po kilku godzinach był w szoku, myślał, że tamten zwariował 😀  
Dziesięć tysięcy talentów, to jakaś monstrualna kwota. To co najmniej 350 ton złota albo srebra! Nawet, gdyby ten pan sprzedał kilka tysięcy ludzi, to i tak nie zrównoważyłby tej kwoty. Wystarczyło, że ten człowiek, który był winien ową astronomiczna kwotę, poprosił pana o darowanie. Co za naiwniak z niego, bo oto cwaniaczek prosi go o cierpliwość, a odpracuje…. Obiecuję, oddam z nawiązką…, tylko pożycz…, podaruj…, zrób mi dobrze…. Oczywiście nie było to możliwe, musiałby pracować setki lat…. Przypomina to scenę z Golgoty, gdy ten dobry łotr prosił Jezusa, nawet nie o przebaczenie, ale o to, by Jezus wspomniał o nim, gdy już będzie w raju. Ale Jezus nie przyszedł do nas po to, by nas wspominać, lecz po to, byśmy byli razem z Nim, tam gdzie On, dlatego wprowadził do nieba tego łotra, któremu nawet nie śniło się, że zostanie mu przebaczone to zło, które innym wyrządził.
Niektórzy zarzucają Bogu, że demoralizuje…, bo jeżeli „jaka praca taka płaca”, tak również „jaka wiara (przewinienia), taka kara”. Dlaczego więc Bóg decyduje się nam przebaczać?
Jeżeli patrzymy na zbrodnię, to co w nas się rodzi? Tak bezwiednie, z automatu? Zaczynamy nienawidzić tych, którzy mordują, gwałcą, znęcają się nad bezbronnymi….  A co Ty powiesz na małą konfrontację z tym Panem Bogiem, który przebacza? Ale uważaj, bo może się okazać, że to Jego Miłosierdzie jest Twoim największym wrogiem. Przecież my, na Jego miejscu nie tak byśmy postąpili…, ale odpłacili pięknym za nadobne. Bo czy nie taki model jest obecnie lansowany…, model człowieka twardziela, który walczy o swoje, potrafi nie odpuścić, potrafi się zemścić!

Jak filmie…, popatrzmy na ten scenariusz: (1)Duże miasta: Warszawa, Szczecin, a nawet Olsztyn, czy Rzeszów (2) Ona – niepozorna, przeciętna, ginąca natychmiast w szarym ulicznym tłumie (3) Ktoś jej wymordował rodzinę i nagle przestaje być przeciętna (4) Szuka… (5) Znajduje sprawcę, już wie! (6) Obwąchuje padlinę (7) Przechodzi metamorfozę – staje się piękna (8) Testuje „piękność” (9) Zbliża się i… usidla mordercę (10) … GRAND FINALE … <ale akcja, co!? … doświadczasz tej adrenaliny w sobie, kalkulujesz jakby to było naprawdę: „złapie…, nie złapie?”,  może zastanawiasz się już jakie tortury wybierze…? I teraz najlepsze , trzymasz kciuki spoconych dłoni… , a ta „żałosna sierota”…. prosi Boga o przebaczenie…. Nie, no…, masz po filmie…, koniec fabuły. 

Czy coś takiego Cię kiedykolwiek spotkało? Mnie tak. Może  nie dosłownie, ale podobny ciężar gatunkowy. Skrzywdziłem trzy kobiety i paru facetów i… doświadczyłem przebaczenia. Doświadczyłem i cały czas doświadczam mocy Jego Miłosierdzia. To czas uwielbienia,  ale najpierw… pokuta. Oto, co to znaczy – prawdziwie żyć…, co to znaczy być prawdziwym  twardzielem, tak twardym, że nawet nienawiść nie jest w stanie Cię złamać. 


Święty Piotr pyta Pana Jezusa: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Kto to wytrzyma…. Dopiero, kiedy zdradzi Jezusa, gdy wyparł się Go, gdy powiedział: nie znam tego człowieka, zobaczył, że i on jest zdolny do podłości. Ten, który szedł w zaparte, był przekonany, że jest zdolny za Jezusa umrzeć: Panie, choćby wszyscy Cię opuścili, ja przy Tobie zostanę. Będę Ci wierny. Minęło parę godzin… i przed zwykłą, bezbronna kobietą, nie był w stanie przyznać się do Jezusa. Ale później, gdy już ze zmartwychwstałym Jezusem siedział nad jeziorem i patrzył mu prosto w oczy, to dopiero wtedy poznał, co to znaczy być twardzielem! Otrzymał od Jezusa przebaczenie. Wtedy dopiero mógł głosić całym sobą tą miłość, której sam doświadczył, a nie wyczytał w jakimś „poradniku kaznodziei wędrownego”, czy innej książeczki dla grzecznych dzieci.                Każdy z nas ma takich ludzi, których jeśli nie nienawidzi, to nie darzy – delikatnie mówiąc –  sympatią. I jesteśmy twardzi. Ale przyjrzyjmy się sobie…, głębiej…,  co tak naprawdę nas w nich boli? A może jedynie jesteśmy uprzedzeni? Bo ktoś o nim, bądź o niej coś powiedział i ta informacja jak zadra tkwi we mnie i nie pozwala swobodnie z nim, z nią rozmawiać. Ja miałem takie trzy osoby. 6 lat + 6 lat + 13 lat = 25 lat i nigdy nie prosiłem Boga na modlitwie o to, bym mógł którąkolwiek zrozumieć (tą drugą osobę). Może właśnie dlatego tak często je lekceważyłem? I rzeczywiście stałem się „twardzielem”, obojętnym i nieczułym, martwym… jak oczy rekina, choć bardzo skutecznie pozorującym nawet miłość. I jak taki martwy robot szedłem… po tropach szczęścia…, po trupach do celu. Nie potrzebowałem już od nikogo przebaczenia. Sam też już nie przebaczałem. Powtarzałem sobie: takie jest życie: twarde, bezwzględne i bezlitosne. Przebaczyć, to nie to samo co zapomnieć. Wystarczyłoby zapaść na amnezję…, a to przecież nie o dysfunkcję świadomości chodzi, jakiś defekt psychiki. Gdyby Jezus zapomniał Golgotę, Krzyż i krzywdy, których doświadczył, zapomniałby również to, że nas Zbawił! Ale co innego pamiętać przebaczając, a co innego pamiętać tkwiąc w jakiejś nienawiści. To tak jak z blizną. Jezus pokazał uczniom Swoje rany, ale one nie gniły…. Natomiast jeżeli pamiętam krzywdę po to, żeby się mścić, to będzie to właśnie taki ropiejący gnilec, z którego jak z rozprutego tankowca wylewać się będzie ropa i ona stale będzie mnie zakażać…, ból ropiejącej rany nigdy nie ustąpi.

Polecam Wam trzy filmy o przebaczeniu i nie są to tandetnie opowiedziane łzawe historyjki, bo niestety temat wiary, przebaczenia, miłości łatwo spłycić. Uczynić jakimś mdłym, ckliwym, nie do zniesienia. Być może właśnie dlatego filmy o przemocy, jakimś wyuzdanym seksie cieszą się taka popularnością. Bo są – wydawałoby się – takie prawdziwe, naturalne, wyraziste. Te filmy to: 1. Prosta Historia …(wersjom pirackim mówimy STOP) i rzeczywiście prosta 🙂 Dwóch starców. Braci rodzonych, którzy żyja daleko od siebie. Kiedyś tam się pokłócili i tak starzeją się, i od wielu lat ze sobą nie rozmawiają. Aż w końcu jeden z nich postanawia drugiego odwiedzić. Wie, że zbliża się Jego śmierć. Dochodzi do wniosku, że nie może umrzeć, nie pogodziwszy się ze swoim bratem. Tamten jest tak stary i niedołężny, że nie może już wyjść z domu. Ten, wsiada na taki mały traktorek i przemierza setki kilometrów…. Dwa pozostałe filmy to: 2. Droga do zapomnienia i 3.Niezłomny – historia dwóch żołnierzy, których wrogowie niemiłosiernie torturowali. Te dwa filmy są filmami biograficznymi, opartymi na bazie autentycznych wydarzeń i ludzi, którzy rzeczywiście żyli. Dobrze jest pamiętając o dzisiejszej Ewangelii obejrzeć te trzy obrazy. Można wtedy jeszcze bardziej sobie uświadomić, jak nauka Chrystusa jest życiowa. W tych filmach nie ma jakichś wielkich religijnych, wzniosłych haseł. Jest po prostu życie i są ludzie, którzy pragną prawdziwie żyć. Mają dość tego, co zafałszowuje ich życie, ich myślenie. Myślenie o sobie i o innych, chcą z tym zerwać. Tak jak narkoman, który już ma dość szprycowania się. Tak jak alkoholik, który nie chce już dłużej rozglądać się za butelką…, bo i po co? Czy po to przyszedł na świat?

Uleczko, Szymku, Martusiu, Marku…,(wstaw swoje imię) prawdziwe przebaczenie to jest prawdziwy wysiłek, tutaj nic nie ma za darmo. Na pewno każde z nas… (osób), może jutro rano pozostać w łóżku. A mimo wszystko zwlekamy się. A rehabilitacja, np.. po otwartym złamaniu podstawy czaszki z wylewem płynu mózgowo rdzeniowego…, operacji biodra…, po urazie kręgosłupa? Gdy wykonujemy pierwsze – jakże bolesne – ruchy poczerniałymi palcami po wyjęciu kilku śrub z barku, zaciskając ze złości niemal obumarłą, wychudzoną dłoń…. Ale czy w ogóle można ją wyćwiczyć, przywrócić sprawność palcom, gdy się nie chce podjąć tego trudu? A ile trzeba wysiłku, żeby „nauczyć się” czytać Biblię w kluczu miłości, tzn. ze zrozumieniem, czyli nieść Słowo w życie. Nie lepiej zostać religijnym prostaczkiem…, analfabetą…. Nie jeden z nich lepiej żyje niż ci „wykształceni” czyt. doświadczani. 

Nic nierobienie przychodzi z łatwościąTak samo niechęć do drugiego człowieka. Przezwyciężyć ją to tak, jak rozbić gips, w którym tkwię. A ja jednak się poddaję…, po co przebaczać? Inni i tak będą zarzucać mi hipokryzję….

Otóż nie. Mogę odczuwać nienawiść, a potem ciągłą niechęć do tej osoby, która mnie skrzywdziła, a mimo to wyciągam rękę na zgodę, chociaż krew mnie zalewa i kipi we mnie. Wciąż jej nie lubię…, i co z tego? To co?  Mam czekać, aż się uspokoję…? Aż moje emocje pozwolą mi na to, abym jej przebaczył? Oczywiście…, NIE! Przebaczenie to nie gra emocji…, ale decyzja! Tak jak wstaje rano…, chce mi się leżeć, ale decyduję się na wstanie…, mimo bólu, bo nie będę leżał do momentu, kiedy w końcu łaskawie ciało mi powie: no dobrze, idź…, ono nigdy tego nie powie! Tak jak kobieta, której nie zależy na czymś więcej, niż tylko na wykonywaniu rozkazów swojego ciała nie podejmie wysiłku. Wiemy jak trudno jest współpracować z kimś, komu nie chce się nawet chcieć. Wyobraźmy sobie drużynę siatkarek. Gramy…! A połowa, czyli trzy mimozy rozglądają się po trybunach albo pokładają się na parkiecie. Tu cudowne przyjęcie piekielnie trudnej zagrywki, rozegranie na podwójną krótką.., a ona mówi: mi się nie chce…. Niestety, takich kobiet widzę coraz więcej, choć one nie widzą ściany przed mosem…, muru w który walą łbem…. Podobnie jest z wiarą, bo jeżeli którejś damie „się nie chce” do Kościoła, „bo się nie chce” przebaczyć, to nie pójdzie i nie przebaczy… po prostu.  Ktoś kiedyś zapytał mojego przyjaciela na podstawie swoich podobnych doświadczeń – to gdzie jest Bóg? Ten odpowiedział mu: 

Nie patrz na nie. Patrz tu, na moje ręce. W moich rękach jest Bóg i w Twoich. Nie poza nami! Czy chcesz z Nim współpracować, czy z kimś innym?

To jest pytanie i to jest prawdziwa wolność, a nie niewolnictwo! Owszem, On mógłby nas zmusić, ale wtedy nie kochalibyśmy Go…, a jedynie posłusznie wykonywali Jego polecenia. *** Ćwiczenie 1 – Zapytaj w dzisiejszej adoracji Krzyża Chrystusa:

Panie! Ile razy mam przebaczyć, jeśli Piotr … (wstaw odpowiednie dla Ciebie imię) wykroczy przeciwko mnie, czy aż siedem razy? Może to być dobry początek szczerej modlitwy, może to być początek głębszego, autentycznego życia…

+ marek


	

Pomyłka…głupota, czy już zdrada? – 750

VARIA   13 lutego 2016 17:02


EWANGELIA
Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników

Łk 5, 27-32
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza


Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. 
Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych ludzi, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: «Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?» 
Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników».

Oto słowo Pańskie.


Pomyłki i błędy się zdarzają, są naszym chlebem powszednim. Herod na przykład, też się pomylił. Myślał, że ten, który uzdrawia, nawraca, to Jan Chrzciciel, którego kazał ściąć, ale ten jak gdyby nigdy nic…, powstał z martwych i dalej robił swoje.  Ten, któremu Jezus kazał wziąć swoje łoże i pokazać się kapłanom, innym wydał się tylko podobny  do tego, którego Jezus faktycznie uzdrowił. Ziomkowie Jezusa uznali w pewnym momencie, że ich sąsiad, ich pobratymiec wyrzuca demony, nie mocą Boga, ale diabła i tak można te pomyłki, które różnie ważą, mnożyć również w naszym życiu. 
 
Każda chwila jest okazją do tego, aby przylgnąć do prawdziwego Chrystusa, a nie do jakichś swoich pobożnych życzeń, urojeń…, jednym słowem do samego siebie. Tak, jak ten Judasz. Zamiast przylgnąć do miłosiernego Chrystusa, przylgnął do swojej wizji sprawiedliwości, która kazała mu wziąć kawałek sznura umocować na szyi i drzewie, i tak między niebem a ziemią zawisnąć, żeby inni widzieli, że on nie pogodził się ze zdradą Chrystusa. Ale przecież Chrystus też zawisł między niebem a ziemią. Jednak to tylko pozornie jedną i drugą śmierć upodabnia. A można się też i tak pomylić, że samu sobie będę wymierzał sprawiedliwość, siebie chłostał sądząc, że tego żąda Bóg: im więcej krwi z siebie wydobędę, tym szerszy, piękniejszy uśmiech zawita na twarzy mojego Boga.
 
Dzisiaj Jezus mówi do Lewiego pójdź za Mną i on idzie. Do mnie też, w pewnym momencie mego życia powiedział to samo i poszedłem, ale skróciłem do tego stopnia dystans, że to Jezus, jak cień szedł za mną, a potem tak często odwracałem od niego wzrok, że ten który początkowo szedł przede mną, a później za mną, był już tylko cieniem cienia tego z tyłu i nawet już nie przypominał Tego, który pierwotnie mnie wezwał. Jak się upewnić, że idę za Jezusem, a nie jedynie za kimś, kto Go imituje.

Duchu Święty daj mi mądrość i przenikliwość serca i naucz tak kochać Chrystusa, abym nigdy i za żadne skarby nie pomylił Go z kimś innym. Pomóż nam wszystkim okazywać Miłość sobie samym i sobie nawzajem, aby każde spotkanie, każda myśl stała się czasem nawrócenia i triumfu dobra nad złem…, miłości nad nienawiścią, życia nad śmiercią, wierności nad zdradą.  
 
 
******KONIEC******

Aby nie wyprzeć się swoich własnych słów

Ostatni wpis w sprawie „Ula”

Zarzucono mi… coś. Cokolwiek jednak robiłem wszystko robiłem z rozmysłem. Pisałem o wszystkim co mogło braciom pomóc. Niczego co napisałem nie odwołuję i nie przepraszam nikogo za nic, ale…. teraz modlę się za Was wszystkich bardziej. Tym, stojącym z boku – którzy udawać będą, że nie rozumieją „o co chodzi” –  nie współczuję. Tym wydelikaconym proponuję w trakcie sądu nade mną miejsce w loży vipowskiej, po co pochlapać się czyjąś krwią. A tym „odważniejszym poza plecami” miejsce w tłumie gapiów. W szarym tłumie można zachować anonimowość. W sumie dla każdego coś dobrego….

Dla jasności: nie mam poczucia winy, ani żalu, tak jak nie miałem żadnych ukrytych celów, czy zamiarów, w tym moim pisaniu. Robiłem to, co do mnie należało.

kontemplować Boga – 736

VARIA – 31 stycznia 2016 

EWANGELIA
Jezus odrzucony w Nazarecie



Łk 4, 21-30
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście». A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?»  Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum».  I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman».  Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

Oto słowo Pańskie.


Platon w swoim słynnym „Liście siódmym” zwraca uwagę na obszary swojej filozofii, których nie można zgłębić opierając się tylko na słowie pisanym, na umiejętności czytania i rozumienia, potrzeba czegoś więcej – tak to ujmuje:

nie ma żadnej mojej rozprawy omawiającej te zagadnienia, nie będzie z pewnością nigdy. Nie są to bowiem rzeczy dające się ująć w słowa, tak jak wiadomości z zakresu innych nauk, ale z długotrwałego obcowania z przedmiotem, na mocy zżycia się z nim. Nagle, jakby pod wpływem przebiegającej iskry, zapala się duże światło i płonie już odtąd samo siebie podsycając.”

         Czego zabrakło dzisiejszym rozgniewanym adwersarzom Jezusa? Cierpliwości… i do samych siebie, i do samego Jezusa, zabrakło odroczenia tego gniewu i jego skutków, zabrakło wytrzymania tego, co się w nich tak gwałtownie rozpaliło. Swoją wiedzę o Jezusie wykorzystali przeciwko niemu ale i przeciwko sobie, bo ta wiedza uniemożliwiła kontemplację, uniemożliwiła wytrwanie przy Jezusie. Nie pozwoliła kontemplować Go, słuchać nawet tych słów, których oni nie rozumieli, w nadziei, że im wyjaśni.

         Nie mamy czasu na zbędną gadkę szmatkę, szczególnie w dzisiejszych czasach. Chcemy od razu mieć to, o czym myślimy, że da nam szczęście. Chcemy bez zbędnej wstępów chwycić za gardło drugiego człowieka, wziąć w swoje ręce, razem z całą tą prawdą o swoim życiu (nawet o Bogu) tak, jak robimy to z kawą z ekspresu: naciskam i wypływa upragniona ciecz, tak jak wtedy gdy otwieramy dostęp do internetu: klikam i jest. Ale gdy coś nie działa, gdy coś się zacina już nie tyle wściekam się, co gotów jestem zrobić komuś krzywdę. Jeżeli na co dzień tak funkcjonuję, to trudno jest okazać sobie i innym, trochę więcej niż średnia statystyczna, cierpliwości…, nie mówiąc już o Panu Bogu, którego ani widu, ani słychu.  A o Nim też dowiaduję się z równie niecierpliwych źródeł, często obliczonych tylko na ironię, kpiny, czy  szyderstwo, bardzo błyskotliwych niejednokrotnie, ale jakże dalekich od Prawdy. Ale co to jest prawda – jak mawiał „największy” cynik świata. Wieść gminna niesie, że: religia jest domeną uczuć, wymyślonych ideałów, których i tak nie można zrealizować na ziemi i tutaj nie ma mowy o prawdzie, nie ma tu miejsca na naprawdę, a Jezus mówi: Ja jestem Prawdą.

         Czy dajemy sobie szansę, by Pana Jezusa trochę lepiej poznać, niż dzisiejsi słuchacze, którzy z góry już wszystko o  Nim wiedzieli. Czy pozwalamy Mu przemieniać nasze myślenie, również o tych często wyblakłych kartach Ewangelii…, o tych słowach, które jeszcze nim zabrzmią, a my już wiemy  jak się skończą…, jakże to zwodnicze….  Czy w takich warunkach Bóg może działać? Czy w ogóle jest w stanie przebić się przez gąszcz stereotypów, uprzedzeń, schematów, które zagnieździły się w moim umyśle? Przychodzę jak Pan Bóg przykazał do kościoła. Czy to moja wina, że wychodzę podobnie  znudzony jak przyszedłem.

         Czy jest we mnie pragnienie, aby Bóg usunął ten trąd z mojego umysłu, tak jak oczyścił Syryjczyka Naamana?  Czy jestem gotowy, tak jak ta wdowa z Sarepty Sydońskiej przyjąć Boga, który wypełni najgłębsze zakamarki mojego serca swoją obecnością? Tych kwestii nikt za mnie nie rozwiąże, nikt nie udzieli za mnie odpowiedzi na te podstawowe pytania. Jeżeli staję w szranki – nie, walki  z Bogiem ale przeciw temu wszystkiemu co mnie odpycha i oddziela od Niego – to w sytuacji podobnej jak ta z dzisiejszej Ewangelii, kogo strącę z góry? Te moje chwasty, które jak dżungla amazońska urosły w moim umyśle, czy Jezusa, który przyszedł te chwasty usunąć? Uciekanie od odpowiedzi na te pytania – wcześniej, czy później – sprawi, że będziemy jak ci dzisiejsi rozgniewani na Jezusa…, będziemy usuwać z naszego życia wszystko to, co przypomina o Jego obecności. 

Prośmy Dobrego Boga, aby nauczył nas kontemplacji.

Bez frazesów, patologii i obłudy – 707


27 grudnia 2015 22:30



Wieloosobowa wspólnota miłości i życia.

Jak mówić o rodzinie (wspólnocie), żeby znów nie ulec takiej pokusie, by po raz kolejny nie wyciągnąć zza pazuchy katalogu zagrożeń i patologii? Ale też nie raczyć nikogo frazesami, które zawsze są odpadkiem myśli i produktem rozkładu, co zauważył Gabriel Marcel. W jaki sposób wyposażyć umysł i czym, by patrzeć na siebie, na swoją rodzinę – jaka by ona nie była – z Bożej perspektywy. By rozpamiętując to co w niej doświadczyłem ani od Boga się nie oddalić, ani nie katować siebie wspomnieniami, jeżeli są one bolesne. Ale też – jeżeli wszystko układało się pomyślnie, by jej nie ubóstwić, by nie zastąpiła, zasłoniła Boga; bo przecież nie uczynił tego Wcielony Bóg, ani z Maryją, ani z Józefem – nie przygniótł ich Swoim majestatem – o czym dobitnie świadczy fragment z Łukaszowej Ewangelii:

po krótkiej wymianie zdań poszedł z Maryją i Józefem i był im posłuszny. Zwrócił jedynie uwagę, że był tam, gdzie być powinien i z Tym, który Go posłał.

Gdy patrzymy na siebie, jako na tych, którzy są wcieleniem ludzkiej fascynacji, miłości, to jaki to ma wpływ na moją relację z Bogiem i z tymi, z którymi na co dzień się spotykam pod jednym dachem, bo tutaj niestety, czai się pokusa zbanalizowania tej obecności, zarówno mojej, jak i  tych ukochanych. Iluż to ludzi zarzeka się, że wszystko co robią, to robią z myślą o swojej rodzinie i paradoksalnie, te więzi się coraz bardziej rozluźniają. Jak, w związku z tym angażować się w to, co jest na zewnątrz, by po powrocie nie stać się kimś obcym? Jak nawiązywać relacje z dziećmi, by po ich wyjściu z domu jeszcze bardziej pokochać męża i żonę, jeszcze bardziej odkryć najgłębszy sens tej pierwotnej miłości, tego źródła, z którego dzieci przyszły na świat. I jaki to ma wpływ w końcu, na to moje oczekiwanie na ostateczne, i wieczne spotkanie z Bogiem. Czy raczej, w gąszczu tej bieganiny, krzątaniny, zabieganiu o to co ważne, z każdym dniem – zamiast konsolidować swoją osobowość – jestem w coraz większym proszku.
Maryja i Józef nie zrozumieli odpowiedzi Jezusa. Czy jest w nas odwaga, by tak jak oni zgodzić się na to, że wiele słów, które kieruje do nas Jezus, jest dla nas aż nadto niezrozumiałe i  boleśnie trudne do przyjęcia. Czy to nie jest ten miecz, który przeszywa serce, o którym wspomniał Symeon, gdy witał Świętą Rodzinę w świątyni? Czy ta chęć kontrolowania wszystkiego, zapobiegania temu co ma się wydarzyć, a o czym jestem przekonany, że na pewno nastąpi…, to czytanie podręczników: jak wychować?, jak wykształcić? jak nabyć zdolność komunikacji…, zarządzania kryzysem…, stresem…, itd. – czy to nie czyni nas kalekami?   Co prawda intelektualnie jesteśmy sprawni ale czy to wystarczy, by spojrzeć na człowieka, z którym żyję jak na dar? Czy czasami gdy nie mogę zasnąć, wstaję by…  nie szukać na siłę snu, ale usiąść i pokontemplować mojego synka, czy moją córeczkę, popatrzeć w innym świetle na ich oddech?  Kiedy ostatnio zdobyłem się na prosty gest wzięcia w swoje ręce dłoni tego/ tej, któremu/ której ślubowałem wierność? Czy ta prostota i zawarta w niej głębia są już dla mnie nieosiągalne? Kiedy ostatnio przygryzłem język, żeby o to jedno słowo więcej nie powiedzieć? Lepiej już, nie tyle przełknąć ślinę ile wypluć i niech to będzie taki symboliczny gest odrzucenia tego co wstrętne, i obleśne…, bo chyba żadna sfera ludzkiego życia, jak właśnie ta związana z cielesnością, intymnością, nie doczekała się tylu wulgarnych przedstawień, tzw. kawałów. Czy przypadkiem nie dokładam od siebie pięciu, a może nawet dziesięciu groszy?
Rodzina to – jak mawiają mądrzy – wieloosobowa wspólnota miłości i życia. To w pełnym tego słowa znaczeniu: Na ile dzielę się ta miłością i życiem, z tymi, których otrzymałem?  Bo to nie jest do końca tak, że sam sobie wybrałem i wziąłem – jak się wybiera produkt zwykłego użytku w supermarkecie, drugi człowiek nie został mi dany po to, by go traktować płasko, prymitywnie. Czy to nie jest ten miecz, który przeszywa serce? Bo tam gdzie jest miłość i życie, tam również jest i cierpienie, związane chociażby z troską o dochowanie wierności, miłości, by być rzeczywiście tym, za kogo wcześniej się podawałem…, że cię  nie opuszczę, że będę przy tobie, bez względu na okoliczności.     
Każdy z nas jest punktem skupiającym uwagę innych. Gdy patrzę na moją rodzinę, w której się wychowałem, najczęściej z jakim wzrokiem się spotykałem? Czy on dawał mi życie, czy śmierć? Czy pozwalał mi pokonać trudności, czy raczej piętrzył przede mną kolejne – nie do pokonania?  Jeżeli tak było, to co powstrzymuje mnie przed wyrwaniem się z tego zaklętego kręgu oskarżeń, by tych, których jak mniemam kocham, rzeczywiście darzyć innym spojrzeniem, dającym życie i nadzieję?

52 Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Wklejono z <http://jerozolimska.pl/Biblia/Lk/2.html>

Prośmy Ducha Świętego, abyśmy i my wzrastali w tym samym, i aby ci nam powierzeni dzięki nam mieli ułatwione zadanie, by stawać się mądrzejszymi – głęboko przeżywającymi swoją relację z Bogiem i z ludźmi – osobami.

Droga Krzyżowa za kapłanów

Święty, a jednak ludzie wydali na Niego niesprawiedliwy wyrok. Potrafili oskarżyć Najwyższego, Świętego Kapłana. Co dopiero tych nie świętych, grzesznych ludzi, których na przestrzeni wieków powołuje Bóg do kapłańskiej posługi? Ileż niesprawiedliwych wyroków, ile krzywdzących sądów, ile nieuzasadnionych słów krytyki, wypowiada świat pod adresem kapłanów? Kto jest w stanie sprawiedliwie osądzić kapłana, jak nie sam Bóg? Żaden człowiek tego nie potrafi.

Droga Krzyżowa za kapłanów
Rozpoczynamy Drogę Krzyżową, którą w całości poświęcamy modlitwie za kapłanów.


Najświętszy Sakrament, największy skarb, jaki posiada Kościół, znajduje się w kapłańskich rękach. Modląc się za kapłanów, modlimy się o to, by Eucharystia była otoczona należną czcią. Rozważając tę  Drogę Krzyżową, w sposób szczególny módlmy się również  o wierność kapłanów.

Czytaj dalej Droga Krzyżowa za kapłanów

Ojcze Leonie – spóźnione urodzinowe, ale za to NOWOROCZNE i… szczere :-)

przez PSPO

3 stycznia 2016

 

foto: Klasztor oo Dominikanów. Rzeszów.2015 – LEONÓW DWÓCH

Ważny jest człowiek. Nawet grzeszny

W noworocznej refleksji życzyliśmy sobie, byśmy w Nowym Roku byli dobrymi dla innych i by innym nie brakło dobroci względem nas. A kto to jest inny? Odpowiemy: każdy „nie-ja”. Jak to każdy? Dobry i zły? Tak. Niekiedy nie jest łatwą sprawą okazać życzliwość czy szacunek nawet dobremu człowiekowi. A co zrobić z takim, u którego dobra doszukać się trudno?
 
Jako mnich sięgnę do Reguły św. Benedykta, świadka stosunków społecznych panujących we wczesnym średniowieczu. Pisze tam po prostu: „Szanować wszystkich ludzi”. I więcej. Zdając sobie sprawę z tego, że wspólnotę klasztorną tworzą nie aniołowie, lecz grzeszni ludzie, każe ich nawet miłować. „ Niech opat nienawidzi grzechu, a miłuje braci”.
 
 
Mentalność religijna przenikała wtedy dość łatwo umysły ludzi świeckich i dlatego w miarę podnoszenia się poziomu kultury rosła szlachetność wobec słabych, pokonanych czy odrzuconych.
 
 
Uczono się dostrzegać człowieka w każdym człowieku. Łagodniały prawa wojenne. I dzisiaj wojsko pokonanego wroga idzie do niewoli, w której według wcześniejszych ustaleń obowiązuje nawet oddawanie honorów starszym rangą, bez względu na to, czy są więźniami, czy strażnikami.
 
Podczas II wojny światowej można było się spotkać z przejawami rycerskości u niektórych oficerów niemieckich. Nie słyszałem, by coś podobnego cechowało oficerów rosyjskich. W ogóle człowiek o niskim poziomie kultury słabszego niszczy, a pokonanym gardzi. Nie jest to ludzkie, ani tym bardziej chrześcijańskie.
 
Nie łudźmy się. Nie ma prawdziwego chrześcijaństwa, nie ma prawdziwego człowieczeństwa tam, gdzie się gardzi pokonanym. Byliśmy świadkami upadku systemów totalitarnych, w których człowiek słaby się nie liczył. Czy mamy się doczekać upadku tych, którzy niczego się nie nauczyli z religii, z historii, z psychologii społecznej?
 
Leon Knabit OSB 
 
Wklejono z <http://ps-po.pl/2016/01/03/wazny-jest-czlowiek-nawet-grzeszny>